wtorek, 3 sierpnia 2010

Jarocin / Woodstock

Miło :D

Jarocin w skrócie:

Pierwszy dzień to pociąg z Justyną i Zakrzakiem (+ gratis w postaci filozofa siedzenie dalej xD), przyjazd, słońce, upał, długa droga z zajebiście ciężkim bagażem, wściekły rudy wąż, zajebiście długa kolejka na pole, którą ominęliśmy, potem rozbijanie namiotu, Pustki słuchane z pola, Ania i Daniel, a potem zimny Lech, Biffy Clyro, Amarena, najlepszy Hey, pijane pogo, namiot, Masturbator (WSZYSCY JESTEŚCIE MARTWI!!) i Dezerter.


Gdzie jest Wally? ;>




Drugi dzień to ciężki poranek, wciąż upał, wyprawa do Biedrony, kac i serek wiejski, wegetacja pod ratuszem i w parku pełnym punków, zgon w wózku na zakupy xD, powrót na bis Hurtu, Muchy, potem Pidżama meeeeegaaaaa, Krystyna (-ej, macie fajkę? -nie, a znasz ten kawał o martwych płodach? -no, ten z klaunem? xD), spacer w poszukiwaniu otwartego sklepu, piwo w parku i płody, spanie w lesie, deszcz i ciężki powrót do namiotu, a potem byłam Andrzejem.





Dzień trzeci zaczął się jeszcze gorzej niż drugi, ale znów serek wiejski ratujący życie, już nie upał tylko deszcz i zimno, Michel, zostałam sfotografowana, wyszłam za mąż, Flogging Molly spok, Gossip, Kora (O! Nie rób tyle hałasu!) i T.Love na koniec.




Czwarty dzień to sprzątanie, składanie, zbieranie i droga na dworzec, boombox, opóźnienie pociągu - 40 minut, w pociągu śpiewacy od siedmiu boleści, na szczęście wysiedli w Poznaniu, Schiller i higiena w pociągu, a potem już z górki i do domu!




Woodstock to brud, błoto, wino, Tyskie, baka, totem szczęścia, MoriSSon, upał (przyciągnięty siłą mojego umysłu - nie zaprzeczać!) i kochani ludzie ;*
Więcej grzechów nie pamiętam, niczego nie żałuję ;)

Byle do Krakowa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz