niedziela, 31 stycznia 2010

zawsze mam problem z tytułem - odchody to dobry tytuł

Huhuhu. Pamiętasz? Antywalentynki :*

Elżbieta: wyłącz tą Nosowską, ona ryczy jak wół.

Nie mam już choinki, zakończyła dziś (dopiero) swój żywot na śmietniku. Chyba mi smutno.

Odszedł też chomik, który nigdy nie dostał imienia (Bejca proponowała Grabaż), chomik, z którym tylko Kasia się bawiła. Będzie nam go brakować. [*]

Dżołk, nikt się nie przejął. Nie zajmie mi kilku dni dojście do siebie. Cały czas jestem u siebie. 'Lubię ten stan...'

wtorek, 26 stycznia 2010

dziś jest drugie najważniejsze święto w roku


Pierwsze najważniejsze święto to, rzecz jasna, moje urodziny.

Mam dziś imieniny, więc z tej okazji życzę sobie wszystkiego najlepszego i takie tam. Za jakieś 20 lat, 26 stycznia będę zapraszać wszystkie złośliwe, fałszywe i zazdrosne jędze z całej rodziny, żeby opierdolić dupy nieobecnym, a w skrajnych przypadkach - również obecnym. Życzę sobie nie dożyć późnej starości i nie musieć oglądać własnego rozkładu. Amen

Jak dotąd nie skutkują żadne próby wykurwienia stąd zasranej zimy, ale przecież jesteśmy optymistami. KIEDYŚ minie. Odtańczę plemienny taniec, a potem idę to przespać, byle do piątku.

Buziak!

P.S. Droga mamo! Jeśli to czytasz, przymknij proszę oczęta na te cudowne staropolskie przekleństwa, ahoj! :)

poniedziałek, 25 stycznia 2010

minus milion


Szlag mnie trafi jasny, ja chcę wiosnę. Póki co, niech chociaż tutaj będzie trochę bardziej kolorowo...

żółty zielony niebieski różowy pomarańczowy czerwony i jeszcze trochę zielonego

Ratunku

poniedziałek, 18 stycznia 2010

co ma wisieć, nie utonie

WHO WANTS TO SLEEP IN THE CITY THAT NEVER WAKES UP?!
SHE SAID: I WANT TO SLEEP IN THE CITY THAT NEVER WAKES UP!

właśnie tak.

niedziela, 17 stycznia 2010

konkurs

Proszę o wymyślenie nazwy dla jajecznicy z marchewką, pomidorem i koperkiem. Tak, wygląda równie obrzydliwie jak brzmi. Dla zwycięzcy Borys i Duda przygotują to jakże wykwintne danie.

P.S. nie umyliście patelni, małe dziady

środa, 13 stycznia 2010

po

PO!

Już po wszystkim. Skrzypienie burozłotych szyszek,
niebieska beczka z wodą w ogrodzie, przy murze
z czerwonych cegieł. Płaczę, niczego nie słyszę:
ani ciurkania wody z rozprutego dna,
ani opuszczonego wyjącego psa,
ani akordeonu rumuńskiego chłopca

oczy, oczy, oczi cziornyje
róże, róże, rozy biełyje

Nikt tu nigdy nikogo więcej nie usłyszy.
Talerzyk zawirował, sens ukazał dno.
Czy zdołam cię wywołać jak fotografię z kliszy,
albo jak na seansie spirytystycznym? Kto
to zrozumie? Spotkanie bosej stopy z ręką,
dotykasz po omacku, poznajesz po ciemku,
jak wtedy, coraz wyżej, do kolana, do
ciepłego biodra. Pauza i znowu jest po:
po chwili, po miłości, życiu z tobą, po!

Pamiętam jak robiłeś spóźnione zakupy.
Gotowałeś szparagi, musiałeś wysupłać
jakąś resztę z kieszeni. Ja ze swojej, bo
były po dziewięć złotych. Droższe niż te po
pięć za pęczek u baby na targu. Kryształki
soli sypałeś w wodę, łamałeś zapałki,
kroiłeś pomidory, było już po piątej,
po szóstej miałam pociąg, był upalny piątek
po czwartku, który cały spędziliśmy leżąc
na trawie, słońce grzało, śmiech, zabawy zwierząt,
śmiałeś się po swojemu, co myślałeś, powiedz,
w ten powrót po miesiącach, po złamanym słowie,
po listach, telefonach, gdy znów było po!

Mówiłam: weź te garnki, spódnice, winnice,
moje szkarłatne bluzki i białe sandały.
Wszystko ze sobą zabierz. Zabierz mi świat cały
mówiłam. I co teraz gdy nagle jest po?

Milanówek, czerwiec 2001, po południu

Anna Piwkowska

piątek, 8 stycznia 2010

jeszcze tylko dzisiaj i piątek

Bez żadnych zagadek wszechświata, idę pomalować paznokcie, ciao! [cytując Niemca z drogerii] [cytat tylko co do ciao, nie paznokci, rzecz jasna]

A potem w drogę śmierdzącym autobusem, pomódlmy się za miejsca siedzące i czystość przedmałżeńską, ahoj! [nie cytując nikogo]

środa, 6 stycznia 2010

I don't want anybody else

I love myself
I want you to love me
When I feel down
I want you above me
I search myself
I want you to find me
I forget myself
I want you to remind me

I don't want anybody else
When I think about you
I touch myself

Blondie - I Touch Myself

W piątek KNŻ jednak :D Trzeba powiadomić Elżbietę, bo już zdążyła odetchnąć z ulgą. A póki co nie mam za co jechać do miasta.

Z ważnych spraw: uzależniłam się od barszczu z torebki, hahaha

Nius dnia: Ula Brzydula jeździ tramwajem, niesamowite, doprawdy, TRAMWAJEM! :o Mogę jej skasować bilety, jeśli chce.

Zeszły wtorek:

Michał & Karolina (coraz niżej)

Dred & Ruda

Iga tańcząca i śpiewająca
('chcemy się najebać, aaauu')

:*:*:*

piątek, 1 stycznia 2010

cześć, czuję się świetnie


Jak w tytule :) Nic się nie zmieniło, oprócz cyferki w dacie. Nie będzie podsumowania, nic się nie skończyło, nic się nie zaczyna, będzie nadal tak pięknie jak jest. A jeśli wierzyć życzeniom - jeszcze lepiej. Nie wiem czy to zniosę :D Będziemy nadal robić wszystkie głupie rzeczy, które tak lubimy, tylko częściej. I nadal nie będzie nic stałego, poza tym, że... że was kurwa kocham! Tak tak, a CIEBIE najbardziej! :*:*:*