czwartek, 11 listopada 2010

art

Namalowałam kobietę, ale natychmiast skończyła w koszu, bo wyglądała strasznie. Nie chodzi nawet o moje mocno-poniżej-przeciętnej malarskie zdolności. Miała przerażającą twarz, chodziła mi po głowie od dawna, a kiedy już znalazła się na papierze... Brrr... Jak z horroru. I nawet wiem dlaczego. I mam nadzieję, że następna będzie wyglądać na szczęśliwą. Choć trochę. Proszę.


Thank God, you don't remember everything I did to you.
Tak, wysoki sądzie.

20.11 coraz bliżej, help me.

1 komentarz:

  1. nie martw się,damy rade.I mogę Ci pozować po pół litra - gwarantuje,że będzie wybitnie szczęśliwe.
    rudy łeb do góry! ;*

    OdpowiedzUsuń